“Byłem kapo” – film z dramatem wojny w tle.

Tadeusz Jaworski

Opracowanie tekstu i redakcja: Joanna Sokołowska-Gwizdka

Joanna Sokołowska-Gwizdka: „Byłem kapo” to bardzo trudny film z 1963 roku z ciężarem wojny w tle. Historia “krwawego Franka” z obozu w Auschwitz, nr obozowy 1825, zwykłego chłopaka, dobrego kumpla, jak mówią jego koledzy. Kraty w oknie w więziennej celi, krzesło i człowiek oraz jego życie. Franek odsiaduje dożywocie. Po wojnie został rozpoznany jako wartownik UB w Gdańsku. Ma dużo czasu. Swoimi przemyśleniami dzieli się w filmie przed kamerą. Próbuje się tłumaczyć, bronić, wzbudzać litość. Zakochał się w Żydówce z Czech, a mimo to… i ją wysłał do gazu. Dramat człowieka wplątannego w niszczycielską machinę zła? Oskarżenie systemu czy jednostki odpowiedzialnej za swoje decyzje? Film jest oszczędny w środki przekazu, a jednocześnie niezwykle wieloznaczny, rozgrywający się na różnorodnych płaszczyznach. Co według Pana oznacza być człowiekiem?

„Byłem kapo” to historia „krwawego Franka”, jednego z  kapo w obozie śmierci w Auschwitz. Film zrealizowałem na podstawie opowiadania Ryszarda Kozielewskiego „Trzeba głęboko oddychać”.

Na początku lat 60. Stanislaw Ryszard Dobrowolski, pisarz i poeta ogłosił konkurs w „Twórczości” na opowiadanie inspirowane wojną. Konkurs wygrał nikomu nie znany autor – Ryszard Kozielewski. Opowiadanie to tak wpłynęło na moją wyobraźnię, że postanowiłem zrobić na jego podstawie film, z gatunku, jak to sam określałem „dokumentu faktu”. Problemem, jak się okazało, było to, że Ryszard Kozielewski odsiadywał wyrok 15 lat  w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie.  Był więźniem politycznym i zamachowcem, który wysadził w powietrze jeden z pomników Feliksa Dzierżyńskiego. Jednak dzięki Dobrowolskiemu, który jako sztandarowy poeta Polski Ludowej, miał dojście do wielu instytucji, łącznie z bezpieką, udało się Wytwórni Filmów Dokumentalnych na Chełmskiej 21, dostać pozwolenie na odwiedzenie więźnia. Nie było dla mnie przyjemne przekroczyć próg miejsca kaźni polskich patriotów, głównie z AK. Byłem eskortowany przez wartownika do celi, w której siedział Ryszard Kozielewski. Idąc w stronę celi długim korytarzem, z jednej strony otwartym, z widokiem na podłużny, ogromny wewnętrzny dziedziniec, znalazłem się na drugim piętrze. Spojrzalem  przed siebie i zobaczyłem setki drzwi z wziernikami. Korytarzami prowadzeni byli więźniowie pod strażą. Wartownik z trzaskiem otworzyl drzwi celi, a mnie serce zaczeło walić, jak młotem.

Ryszard Kozielewski okazał się być wysokim, szczupłym i przystojnym mężczyzną w wieku około 35 lat, o niezwykle przyjemnym uśmiechu. Był poinformowany o mojej wizycie. Z krótkiej rozmowy dowiedziałem się, że podczas wojny był partyzantem wloskiego antyfaszystowskiego ruchu oporu w brygadzie Giuseppe Garibaldiego i brał udział w licznych akcjach sabotażowych przeciw reżimowi dyktatora Benito Mussoliniego oraz przeciwko Niemcom, okupującym wówczas Włochy. Rysio był schorowany  i cierpiał na chorobę Bürgera.

Z mojej propozycji zrealizowania filmu na podstawie jego opowiadania, bardzo się ucieszył. Zaczęliśmy pisać scenariusz. Na początku pracowaliśmy w jego celi. Potem, kiedy nie mogłem już wytrzymać atmosfery więzienia,Wytwórni Filmów Dokumentalnych udało się załawić zgodę dyrekcji więzienia na otrzymanie specjalnej przepustki dla więźnia Kozielewskiego (marzenie w Polsce Ludowej). Mogliśmy więc dalej pracować w naszym domu przy Koronowskiej. Codziennie przez kilka tygodni wraz ze strażnikiem Rysio zjawiał się u nas i cały dzień pracowaliśmy. Postanowiliśmy z Tamarą stworzyć Rysiowi warunki takie, jakby był na wolności. Zaczął więc normalnie się odżywiać, zakrapiając posiłki wytrawnym winem. Pamiętam, że jedyną prośbą jaką miał, to zwyczajna herbata, czarna jak smoła, bez cukru, którą mógł pić szklankami całymi dniami.

„Trzeba głęboko oddychać” to historia młodego, 18-letniego kapo, zwanego „krwawym Frankiem”, w niemieckim obozie śmierci w Auschwitz, który wraz z „krwawym Mietkiem”, znęcali się nad więźniami. Franek był znany z tego, że uderzał pałką w kość ogonową więźnia (obojętnie czy był to mężczyzna czy kobieta), a po takim uderzeniu więzień dostawał gangrenę, której nikt w obozie nie leczył i umierał. Franek  asystował również w zabijaniu niemieckiemu SS-manowi na Bloku nr 10, mordującemu sowieckich jeńców wojskowych. Obaj Franek i Mietek, pochodzili z warszawskiego tzw. lumpenproletariatu, zajmowali się drobnymi kradzieżami oraz szmalcownictwem.

Historia „krwawego Franka” to również historia miłosna. Franek zakochał się w młodej, pięknej Żydówce z Czech, która wraz z matką dostała się z łapanki do obozu. Z opowiadania wynikało, że uczucie było autentyczne i odwzajemnione. Opowiadanie kończy się sceną pożegnania Franka z ukochaną, kiedy wraz z SS-manami ładuje obydwie kobiety, matkę i córkę, do ciężarówki, która ma je zawieźć do komór gazowych na śmierć. Ostatnie słowa, które do niej mówi z rozdartym sercem to: „pamiętaj, trzeba głęboko oddychać”. Głęboko oddychać, a więc szybciej umrzeć.

Doszliśmy z Rysiem Kozielewskim do wniosku, że w filmie rozmowa z Frankiem będzie konfrontowana z wypowiedziami byłych więźniow z obozu śmierci w Auschwitz, którzy cudem ocaleli oraz z jego kolegami sprzed wojny. On o tym miał nie wiedzieć. Ujęciem zamykającym film miało być pokazanie odchodzącego Franka z typowym dźwiękiem zatrzaskującej się za nim żelaznej kraty.

Kiedy spotkałem się z Frankiem w więzieniu, ubrany był w więzienny strój, miał ponad 40 lat, był drobnej budowy, o „niewinnych” oczętach w kolorze migdałowym, lekko wyłysiałym, ze sztucznym uśmieszkiem na twarzy. W więzieniu zajmował się fryzjerstwem.

Gdy wojna zbliżała się ku końcowi SS-mani w panice zabrali grupę jeńców oraz niektórych kapo, uciekając przed zblizającą się armią sowiecką. „Krwawy Mietek” został od razu zabity przez więźniów, kiedy próbował uciec z SS-manami. „Krwawemu Frankowi” udało się zbiec.

Jak się potem okazało podczas wojny Franek konfiskował więźniom biżuterię i złoto, które zakopał na terenie obozu. Po wojnie dawni więźniowie z rozmaitych europejskicj krajów, odwiedzali obóz śmierci w Auschwitz. Pewnego razu przyjechał też Franek. Krążył po obozie szukając miejsca, gdzie zakopał swój łup. W pewnym momencie rozpoznali go byli holenderscy więźniowie. Probowali go schwytać, jednak udało mu się umknąć.

Przeniósł się do Gdańska, gdzie został zwerbowany przez bezpiekę (Urząd Bezpieczeństwa). W 1949 roku po raz kolejny został rozpoznany przez byłych więźniów. Został aresztowany, a po procesie skazany na śmierć przez powieszenie.

Ale przyjaciele z bezpieki postarali się, aby ten wyrok zamienić na dożywocie. Była również wersja, że ponoć Franek jako kapo pomógł Józefowi Cyrankiewiczowi, a po wojnie w Polsce Ludowej, Cyrankiewicz jako premier odwdzięczył się zamieniając karę śmierci na 25 lat więzienia. Nie miałem na to jednak potwierdzenia,wobec tego  sprawa ta nie była przeze mnie poruszana w rozmowach z Frankiem.

W celi więziennej miałem  wiele rozmów z Frankiem. Nakłaniałem go do „spowiedzi” przed kamerą.W końcu nie miał nic do stracenia,więc się zgodził. Próbował przedstawić siebie jako ofiarę niemieckiego faszyzmu. – Byłem bardzo młody… chciałem żyć – mówił. Opowiedział też o jego jedynej wielkiej miłości do więźniarki, Żydówki, którą naprawdę bardzo kochał. – Co oni ze mnie zrobili – płakał. Franek nie wiedział, że w filmie zabiorą głos dawni więźniowie, których udało się odszukać i uzyskać zgodę na wzięcie udziału w filmie. Zestawienie tych wypowiedzi z tym, co mówił Franek, wymownie pokazuje jak działała machina wojny i na jaką próbe zostało wystawione człowieczeństwo.

Po tygodniu moich wizyt i rozmów z Frankiem w więzieniu oraz tygodniu kręcenia z nim wywiadu, czułem się kompletnie wyczerpany. Było to ponad moje siły.

Kiedy przychodziłem do Franka, który przebywał w więzieniu na Rakowieckiej,  pewnego razu strażnik, który asystował bez przerwy w zdjęciach, powiedział do mnie – niech pan pójdzie ze mną, to pokażę panu innego zbrodniarza,  bestię – Ericha Kocha, który tutaj siedzi, czekając na pętlę i udaje wariata.

Wartownik stanął przed jedną z cel i otworzył wziernik. Zobaczyłem wychudzonego, niskiego człowieka,  z kwadratową twarzą, w onucach na nogach, podobnego do Hitlera przez niemalże identyczny wąs. Przywarłem do wziernika. Dawny czołowy nazista, gubernator Prus Wschodnich, komisarz Rzeszy na Ukraine, morderca mający na sumieniu miliony ludzi, krążył po celi tam i z powrotem. Niecałe dwa dni potem usłyszałem straszne wycie człowieka. Wyszedłem z celi Franka. Zobaczyłem jak wynoszono  więźnia. Czterech muskularnych starażników trzymało go za ręce i nogi i probowało wyciągnąć z celi. Więzień wył jak dzikie zwierzę i szarpał się na boki. Tym więźniem był Erich Koch, którego kilka dni wcześniej oglądałem przez wziernik. – Proszę Pana, za każdym razem, kiedy biorą go do innej celi, on tak strasznie krzyczy, bo myśli, że to już jego ostatnia chwila i że za chwilę go powieszą.

Wszystko razem było ponad moje siły. Odżyłem, kiedy skończyłem zdjęcia z Frankiem. Ogarnął mnie za to przeogromny smutek, kiedy żegnałem się z Rysiem Kozielewskim, bo zdawałem sobie sprawę z tego, że więcej się nie zobaczymy.

Film zrobił furrorę.Wysłano go nawet na Międzynarodowy Festiwal Filmowy do Oberhausen, gdzie dostał dwie nagrody. Wydaje mi się, że w każdym podjętym przeze mnie temacie, z gatunku, któremu, dałem nazwę „dokument faktu”, siła słowa odgrywała niezwykle dramatyczną rolę. Zwłaszcza, że te słowa nie były wypowiadane przez aktora, lecz przez ludzi uwikłanych w konflikt. Prawda sytuacji bijąca z ekranu, była  odpowiedzią na to, dlaczego filmy te odnosiły taki sukces.

Co znaczy być dobrym człowiekiem?

Kontrastując z „krwawym Frankiem” przywołam postać ojca Maksymiliana Kolbego. Był dobrym człowiekiem w momencie próby, w tej ostatecznej chwili. Oddał własne życie ratując inne. Podczas apelu na obozowym placu w niemieckim obozie śmierci w Auschwitz, wyselekcjonowano dziesięć osób, które miały umrzeć za to, że jeden więzień uciekł z bloku. Nieszczęśliwy los padł na Franciszka Gajowniczka, który błagał o litość tłumacząc, że ma rodzinę i powiedział: – Ach, jak żal mi żony i dzieci, które osierocam.

Te słowa usłyszał współwięzień, ojciec Maksymilian Kolbe, który wystąpił z szeregu i zwrócił się po niemiecku do Lagerführera Karla Fritzscha z prośbą, aby mógł zająć miejsce nieznanego mu współwięźnia. Ojciec Kolbe zginął w Austschwitz śmiercią męczeńską. Ten akt sumuje moją odpowiedź na pytanie „co oznacza być dobrym człowiekiem”.

„Byłem kapo” (1963 r.), reżyseria: Tadeusz Jaworski, scenariusz: Tadeusz Jaworski i Ryszard Kozielewski, na podstawie opowiadania Ryszarda Kozielewskiego „Trzeba głęboko oddychać”, Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w Warszawie.

 

___

Wspomnienia Tadeusza Jaworskiego ukazują się w pierwszy poniedziałek miesiąca. Dalszy ciąg wspomnień ukaże się w poniedziałek 4 lutego 2019 r.

Poprzedni odcinek:

Filmy dokumentalne zmieniające rzeczywistość. „Źródło” i „Sekretarz”.

image_pdfimage_print

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *