1

Homo Viator

Chiny, Tai-Shan Sun Viewing Peak, lipiec-sierpień 2006, fot. arch. autora
Dariusz Pacak (Wiedeń)

Książka Homo Viator (czyli odsłońcie tylko Woal) nie jest ani pracą naukową, ani biograficzną. Nie jest przewodnikiem podróżniczym, ani, wiodąc czytelnika przez cztery kontynenty, nie zaspokoi jego ewentualnych ciągot awanturniczych i przygodowych. To raczej element beletrystyki, w którym spod fotograficznego zapisu prozą prozy życia tchnie Poezja. Lub jeśli ta nie od pierwszych stron jest wyczuwalna, treść doświadczana przez głównego bohatera konsekwentnie prowadzi do eksplozji Poezji. Należy jednocześnie zauważyć, iż karty książki absolutnie nie wypełnia gatunek zwany prozą poetycką. Może zatem należy sądzić, iż jest pełnym dziełem sztuki zamykającym się w ramach filozofii, etyki i antropologii, z domieszką pierwiastków metafizycznych?

Choć z pozoru wydawałoby się, iż rządzi nią przypadek, w konsekwencji treści nie ma dowolności. Wszystko jest w niej z pietyzmem ułożone, zgodnie z prawem przyczynowości i skutku: tak w obrazowaniu  świata codziennego i jego luster, jak w drugiej, nadrzędnej płaszczyźnie istniejącej równolegle i budującej fabułę – zdawałoby się w imaginacji, marzeniu sennym lub wizji obszarów spoza możliwości percepcji, jedynie tej, jakiej sięga rozum. Tu w kreacji użyto Umysłu, narzędzia w większości wyrugowanego z człowieka poprzez systemy cywilizacji technicznej jak i te, totalitarne, narzędzia uznanego za bardzo niebezpieczne dla wiary w fikcyjną rzeczywistość. Książka jest zbudowana wedle tych samych zasad jakich użył  F. Fellini w swym filmie Roma Roma: fabuła składa się z niby oddzielnych obrazów, kawałków materii,  pocztówek, szkiełek, niespójnych ze sobą, mniejszych lub większych partykuł, niczym ruchoma zawartość bogatego w kolory kalejdoskopu. Te są związane jednak oczywistą nicią, której poddany bohater hołduje. Nie jest to jedynie ,,nić” norwidowska, choć ta w jakimś sensie jawi się składową wiązki fali elektromagnetycznej, zwanej przeznaczeniem, jakiej bezwzględnie podlega Jan Viator. I ta ,,bezwzględność podlegania”, nie rozeznana przez niego w przeważającym okresie wręcz szaleńczej drogi prowadzącej ku samowyzwoleniu jest głównym motorem jego osobniczej niezłomności. Można napisać, iż Homo Viator jako słowo, mieni się konsekwentnym zapisem eksplodującego zwolna, aczkolwiek systematycznie i do upadłego, szaleństwa.

Jednak czyż szaleństwem można nazwać człowieczy ból behawioralnie dążący do rozwiązania, imperatyw, zgoła obcy systemowi a nadający sens życia jednostce, swoistego rodzaju niezgodę na z góry przygotowane, zmyślnie i z chytrością zaplanowane, sztuczne status quo? Czy można nazwać szaleństwem stan świadomości rozpościerający przed odkrywcą możliwość dotarcia do innego, nieznanego, nowego, aczkolwiek przeczuwanego intuicyjnie świata, wreszcie zrozumienie podstawowej prawdy (wbrew parciu systemu) o niepowtarzalności istnienia siebie jak i każdej jednostki, o oddaniu się przeznaczeniu, jakie by ono było, ku realizacji spełnienia? Właściwie, w normach dzisiejszej unifikacji konsumpcyjnej, istniejących systemów totalitarnych, mataczeniu i globalnej inżynierii społeczeństw, obalaniu nietykalnych kanonów i aksjomatów, przeinaczaniu znaczeń nie do przeinaczenia, tak: można nazwać szaleństwem walkę jednostki o podstawowe i pierwotne wartości moralne i duchowe CZŁOWIEKA.

Od nas samych zależy więc, od naszego stopnia ewolucji, jak daleko zdołaliśmy transformować, jak dalece dokonaliśmy procesu transgresji, na ile odważyliśmy się sami wykroczyć poza okowy systemu jaki nas ukształtował jedynie dla swoich potrzeb, a nie dla naszego dobra i swobód demokratycznych, jak bardzo jesteśmy odważni i czy wybieramy de facto drogę zachowawczą w ramach nadanych nam systemowych barier i utopii, czy raczej decydujemy się na nieogarnięte jeszcze przez nas Umiłowanie, dzięki któremu przecież każdy pojawił się na tym świecie, także w imię konkretnego, niepowtarzalnego zadania do spełnienia. Od nas zależy, ile zbudowaliśmy w nas samych możliwości do oceny zasadności istnienia nici spajającej przygody Jana Viatora, Jana bez ziemi, ale za to Ziemi i Niebiosom prawdopodobnie umiłowanego…

Zapewne w każdym z nas leży odpowiedź o innym zabarwieniu merytorycznym dotyczącym pojęcia ,,normy i szaleństwa”. Jednak z pokorą należy zauważyć, iż do przejścia przez nieziemskie tortury wynikające z musu przekraczania granic, a tym samym na doznanie nagrody w postaci osiągnięcia stanu wyzwolenia się, nie zostali scedowani wszyscy lecz tylko… wybrani galernicy wrażliwości. Z tej przyczyny generalnie jawną więc wydaje się nasza niemoc w umiejętności wydania nie tylko oceny dotyczącej zasadności kierunku stawianych przez Jana kroków i jego wydawałoby się ponad ludzkiego wysiłku, ale również jawną jest nasza bezradność w rozpoznawaniu i korelacji wielu innych aspektów udawanej rzeczywistości, w której przyszło nam egzystować, i jaką manipulowani w mniej lub bardziej świadomym stopniu kreujemy.

Na pewno rozważania Viatora o Wielkiej Rzeczywistości, Prawdzie, Lśnieniu i Pięknie Wszechświata, jak i droga bohatera w istocie wiodąca go ku Umiłowaniu człowieka w nieskalanej, czystej jego formie, co najmniej nie zostałyby zdefiniowane w kontekście aberracji, a już ponad wszelką wątpliwość nie okazałyby się niezwykłymi dla ognistej wolnej myśli, choćby Marii Konopnickiej, która przemawia tymi słowy pod postacią Vesaliusa:

Ojcze wolnych, ludzkich duchów! […]

Daj piersiom naszym puklerz brylantowy,

Daj myślom światła, potęgi twej gońca!

Niech pękną starej ciemnoty  okowy

I niechaj duchy ulecą do słońca!

Może nie byłoby błędem spojrzenie na historię Jana Viatora i jego nadrzędne dążenie także i poprzez fokus obecnie żywej, wciąż rozwijającej się kreowanej sytuacji. W odniesieniu do dzisiejszych czasów, do sytuacji pandemicznej jakiej jeszcze wciąż dwa lata temu nikt (poza niewielką grupą ludzi ogarniętych bardzo poważną charakteropatią, pozbawionych świadomości miejsca i roli gatunku ludzkiego, a tym swej i siebie samych na planecie Ziemia, ludzi o patologicznie wybujałym ego, chorych na zespół zwany manią wielkości) z nas nie wymyśliłby, nawet dla zabawy, obawiając się choćby skutków takiej, jedynie wypowiadanej niedorzeczności – sytuacji globalnej, rozgrywającej się przecież jawnie w życiu każdego z nas, bez wyjątku! Może wówczas, choć elementy z techniki kroku, jaką zdobywa bohater książki Homo Viator (czyli odsłońcie tylko Woal), mogłyby stać się dla nas pomocnymi w dostrzeżeniu sedna, lub w zbliżeniu się choćby do niego, czym jesteśmy obecnie w kreowanej przez wąską grupę przyszłej ,,matrycy gatunku”, w jakich dekoracjach obecnie istniejemy nauczeni nazywać je życiem w realności, i jak odległą jawi się Wielka Rzeczywistość, ta której nośnikiem jest Prawda, Jedyna Prawda. Może wówczas bylibyśmy w stanie sprostać celowi dla którego zostaliśmy przez Prawdę powołani do życia, i zdołali obronić się…

***

Dariusz Pacak, HOMO VIATOR (czyli odsłońcie tylko Woal), NORBERTINUM: WYDAWNICTWO-DRUKARNIA-KSIĘGARNIA, Lublin 2018, ISBN 978-83-7222-660-0, s. 284+1.


Nota od wydawcy

Powieść Homo Viator może być rozumiana jako kontynuacja książki Maxa Frischa pt. Homo Faber. Dariusz Pacak umieszcza swego bohatera jednak w zupełnie nowych warunkach. Obdarza go dynamizmem poetyckim i poddaje wyzwaniom nowych okoliczności. Życie Jana Viatora całkowicie poświęcone zgłębieniu causa sui stanowi zupełną przeciwwagę egzystencji Waltera Fabera. Jest jego dopełnieniem, w którym dominantą staje się duchowość. Autor pozwala Viatorowi na doznanie tych odsłon ludzkiego vitae, których Faber zaledwie zdążył ,,dotknąć” tuż przed śmiercią. Dla człowieka cywilizacji technicznej ich istnienie stanowiło i stanowi dziś wciąż  tabu, w zdawałoby się optymalnej, a przecież zniewalającej nudą systemowej codzienności.

Posiłkując się ideą reinkarnacji Pacak wskrzesza raz jeszcze energię powołaną uprzednio przez Frischa, daje jej genezę i szansę tym razem na osiągnięcie większej pełni postrzegania. Kieruje postać ku możliwościom zupełnego spełnienia wcześniej jedynie zarysowanych fascynacji.

Motyw śmierci, jak i wątki miłosne, przeplatające się w życiu Viatora mogą stanowić czytelną inklinację do niezaspokojonej kazirodczej miłości Fabera i Sabeth, jak i do ,,źle zaaranżowanej przez los” fabuły z Hanną. Multiplikując się nabierają nieznanej wcześniej jakości i intensyfikacji w drodze transgresji.

Zmierzająca ku transcendencji historia rozpoczyna się w Łodzi, a kończy…? Jest zapisem konkretnej ,,ziemskiej” eksploracji prowadzonej w celu odkrycia Wrót wiodących do doskonałości i wyzwolenia z narzuconych struktur systemowych, kulturowych, politycznych, religijnych. Jest nie tylko świadectwem, ale i przede wszystkim rezultatem walki o możliwość bezpiecznego przebrnięcia nieobliczalnej, nie oznakowanej drogi od Rozumu – do Umysłu, od Nauki – do Wiedzy. Opowiada o procesie porzucania przez człowieka roli drobnego nic nie znaczącego elementu systemu, ściśle wykreowanej struktury, w imię ogarnięcia istoty Człowieka Natury i stawania się fragmentem wielości Wszechświata oraz jedności z Nim. Relacjonuje zapis druzgotania ego – na poczet dematerializacji świadomości w Makrokosmosie. Jest lustrem przemiany podmiotu od postaci człowieka ,,wychowanego” –  do egzystencji ,,bez granic”. Czytelnik ma szansę towarzyszenia mu od Narodzin – do momentu jego Ostatecznej Przemiany. Staje się świadkiem dokonywania wysiłków mających na celu poprzez rozbijanie dogmatów – zmierzanie ku prawdzie rzeczywistej, dobrnięcie od aksjomatu wyobrażenia Boga – do wszechogarniającej, bezosobowej Miłości.

Główny bohater krusząc okowy współczesnej cywilizacji, unosi się ponad nią i przemieszcza po bardzo osobistej drodze twórczej. Priorytetem w niej jest dążenie do oświecenia. Kroczy swym trudnym szlakiem, świadom przemijalności, niepewności istnienia, w którym jedyną stałą jest śmierć towarzysząca w każdej sekundzie, a jedynym wyzwoleniem – Miłość. Do niej jednak wiedzie nieokreślona i pełna wyrzeczeń ścieżka.

Viator jest niestrudzonym poszukującym. Droga, która go wybrała ma ostatecznie prowadzić w znaczeniu katolickim do zbawienia i osiągnięcia raju wiecznego, w sensie buddyzmu zaś do satori i przerwania wędrówki duszy w celu doskonalenia się oraz osiągnięcia pełni szczęścia, czyli do zamknięcia koła życia. Jest ona jednak zawiła, trudno wyodrębnić ją z ciemności ,,pop kultury” i indoktrynacji konsumpcyjnej cywilizacji materialnej.

Autor podając także w wątpliwość istnienie wyłącznie tego świata, który uważamy współcześnie za realny, jeszcze bardziej potęguje trud Viatora, trud zwieńczenia tej właściwej, a zarazem unikalnej ścieżki wiodącej ku prawdzie Absolutu.

***

Zobacz też:




Pokolenie „Współczesności” Anny Marii Mickiewicz

Zbigniew Mirosławski

Być poetą, to powołanie i praca – takie słowa padają z ust Romana Śliwonika. Przywołanie i opowiadanie na nowo biografii poety i jego przyjaciół (zwłaszcza Leszka Szymańskiego, Zbigniewa Irzyka czy Jerzego St. Czajkowskiego), historii „Współczesności”, pisma i grupy literackiej – ma nie tylko rocznicowy sens w 65 lat po polskim Październiku. Omawiane przeze mnie opracowanie PokolenieWspółczesności” to dzieło Anny Marii Mickiewicz. Idzie w nim nie tylko o sens zrozumienia drogi twórczej pokolenia, czy o sens anegdotyczny. Idzie o nawiązanie do tradycji literackiej, jej upamiętnienie i oryginalne rozwinięcie na miarę naszych czasów, budowanie relacji pomiędzy emigracją a krajem. Sami założyciele grupy literackiej za cel stawiali sobie przywrócić …literaturze polskiej jej pluralizm i ciągłość tradycji, a także (wznowić; przyp. aut.) szeroki kontakt z kulturą Zachodu

Recenzowanie książki Pokolenie „Współczesności”, pozycji zawierającej szereg: esejów, wywiadów, wspomnień, fragmentów opracowań to przede wszystkim przyjemność zagłębienia się w lekturę z tamtych lat. Wystarczy zestawić wykorzystane źródła, żeby unaocznić wysiłek konieczny do wykonania tej pracy. Są to: Aleksandra Nawrockiego słowo wstępne do numeru 146/2020/2021 Poezji Dzisiaj, pt. Drodzy czytelnicy i miłośnicy poezji; Moje spotkanie ze „Współczesnością”, rozmowa Aleksandra Nawrockiego z Jerzym Siewierskim o liście wysłanym do Leszka Szymańskiego, tegoż ostatniego: O „Współczesności” po prostu; Moje środowisko; Wspomnienie o Marku Hłasce. Spotkanie w Los Angeles, dalej Romana Śliwonika: Leszek Szymański – redaktor, pisarz, znakomity organizator, misjonarz; Stanisława Stanika:  O Leszku Szymańskim, a także Danuty Błaszak: Polska literatura powojenna; Realizm „Współczesności”, rozmowa z Jerzym Stanisławem Czajkowskim; rozmowa ze Zbigniewem Irzykiem o Grupie „Współczesność”, Wywiad z dr Leszkiem Szymańskim, założycielem grupy „Współczesność”, przedruk z „Gwiazdy Polarnej” 2006,  Anny Bukowskiej:  Moje pięć lat we „Współczesności”; Julii Salwa rozmowa z Ewą Kretkowską o twórczości Zdzisława Jerzego Bolka; Zbigniewa Irzyka: Wspomnienie o „Współczesności”; Agnieszki Herman rozmowa z Romanem Śliwonikiem; wreszcie Anny Marii Mickiewicz wstępne: Kilka słów... i  Nowa książka Leszka Szymańskiego oraz Aleksander Nawrocki – rozmawia z Jackiem Kajtochem: Czy coś po nas zostanie?  Bohdana Drozdowskiego – O Współczesności, póki my żyjemy.

Nie zabrakło przypomnienia wierszy: Romana Śliwonika (My), Mariana Ośniałowskiego, Stanisława Grochowiaka, J. S. Czajkowskiego. W anglojęzycznym Résumé czytamy o tym, że (nie stosuję cudzysłowu, bo tłumaczę wybiórczo i skracając ów tekst) prezentowana książka jest wyjątkowym zapisem historii literatury. Twórcy „Współczesności” to pokolenie polskiego, niezależnego nurtu literackiego, którego pismo jak chyba powszechnie wiadomo powstało w 1956 roku, w okresie istotnych przemian ustroju w Polsce. Tworzyli je m. in.: dr Leszek Szymański, Jerzy Czajkowski, Zbigniew Irzyk, Roman Śliwonik, Stanisław Grochowiak i wielu innych. Redakcji „Współczesności” udało się lawirować politycznie, zachować na tyle na ile możliwą niezależność, nawiązać kontakt ze współczesną literaturą światową i wprowadzić nowoczesne formy.

Lektura pokazuje ścieżki od „Współczesności” do Solidarności. Ciekawe są zamieszczone fotografie z 2006 r. w historycznej dla „Współczesności” restauracji „Kamienne Schodki”. To wtedy w 50 rocznicę ukazał się specjalny numer 52 Poezji dzisiaj, poświęcony powstaniu dwutygodnika „Współczesność”. Pokolenie ówczesnych 25-latków, pomijane przez pisarzy hołdujących literaturze socrealistycznej, otwarło się na prawdę i na świat. W ten sposób przebiło się do zaistnienia w literaturze. Przełamało milczenie ignorantów, zajmujących pozycje konformistyczne.

Aleksander Nawrocki napisał …Liderem był Leszek Szymański… Z wąskiej grupy znajomych stworzył rzecz niemożliwą w owych czasach, gazetę niezależną. W 14-lecie jej ukazania się i w 64-lecie zaistnienia „Współczesności” grupa poetów polskich z USA i z Londynu zwróciła się z prośbą do redakcji o udostępnienie materiałów o Pokoleniu 56 z zamiarem uzupełnienia ich o nowe własne. Tak wskrzeszono owe czasy niezwykłej literatury i jej kreatorów.

Opracowanie poświęcone „Współczesności” w 2006 roku wydała redakcja Poezji dzisiaj, Aleksander Nawrocki i Barbara Jurkowska-Nawrocka. Książkę poświęconą temu tematowi, Wywiady – spotkania ze „Współczesnością„, wydała również Danuta Błaszak w serii Contemporary Writers of Poland (USA). Na obu pozycjach opiera się nowa książka. Państwo Nawroccy udostępnili materiały i pozwolenie na ich przedruk. Anna Maria Mickiewicz przedstawia …odkurzone i na nowo przedstawione barwne sylwetki; towarzyszą ich wypowiedziom trudne często wspomnienia, dotyczące czasów, w których byli młodzi i próbowali niezależnie tworzyć. Jest to swoista mapa literacka polskiego ruchu „Współczesności” 1956 roku.

Zaczyna się od wspomnień Aleksandera Nawrockiego …wiersze lubiliśmy tylko Ośniałowskiego, Śliwonika uznaliśmy za wymądrzone, Grochowiaka – dziwolągowate, ale intrygujące. Nie pytaliśmy nauczycieli o przewodnictwo, sami dawaliśmy sobie radę z autorami „Współczesności”. Wiedzieliśmy, że mamy się od nich uczyć…. Najlepiej czytał nam się Andrzej Brycht: jego mocna, proza odurzała nasze prowincjonalne głowy. A z wierszy: Jesienin, Słowiano-rosyjsko-serdeczny… Eliot, Rene Char i Sant Luis Perse

Szukali właściwej nazwy, propozycją był Gong, ostatecznie zgodzono się na „Współczesność”. Udało się uzyskać periodyk o tym samym tytule. Naczelnym był Szymański, jego zastępcą Śliwonik, Andrzej Chaciński sekretarzem, a w kolegium znalazł się Jerzy Siewierski.

Osobistym impulsem dla mnie jest fakt poznania twarzą w twarz Romana Śliwonika, z wymienianych współpracowników-autorów pisma także: Jana Himilsbacha, Ludmiły Marjańskiej, Włodzimierza Odojewskiego, Stanisława Czycza, Andrzeja K. Waśkiewicza, Zdzisława Łączkowskiego, Marka Skwarnickiego, prof. Jana Błońskiego, Tadeusza Śliwiaka, Piotra Kuncewicza, Jerzego Skolimowskiego, Wisławy Szymborskiej i innych. Nie są to wprawdzie konstruktorzy głównych linii pisma, jednakże pojawiający się na jego łamach, dodający mu splendoru. Ważną rolę odegrał szkic „Uwagi o najmłodszej poezji”, Jana Wyki. Czytamy w nim: …mechanizm stwierdzający, że jeśli jest socjalizm, to wszystko musi być lepiej w każdej dziedzinie życia – spowodował, że mówi się o łatwiejszym debiucie młodych. Jest to rozumowanie z cyklu, że koniowi dorożkarskiemu lżej jest biegać w socjalizmie niż w kapitalizmie. Tymczasem praktyka wskazuje, że jest gorzej. Bo: wydłużono proces wydawniczy…, bo są sitwy…. Gdzie pisać? Chyba w klozecie…

Wyka odnotował nazwiska znanych sobie wówczas młodych, poetów, byli to: Zdzisław Jerzy Bolek, Brycht, Bryll, Drozdowski, Herbert, Harasymowicz, Himilsbach, Ośniałowski, Białoszewski, Śliwonik, itd. Nazwał ich twórczość „poezją zranionego marzenia”. Pisał: Młodzi mają ambicję odkłamywania ostatniego dziesięciolecia (1945-55), poznawanie świata przez środki artystyczne, bez upiększania. Bohaterzy ich utworów to sponiewierani starcy, ślepcy, prostytutki, szaleńcy, alkoholicy, chuligani, ginący w kopalniach górnicy, problemy rodzinne, w odróżnieniu od nieomylnych ubowców i monumentalnych działaczy partyjnych, dyrektorów, etc. Młodzi znaleźli sobie bohatera zapomnianego przez literaturę, zgorzkniałego, pozbawionego nadziei i celu. Jest to pokolenie rozbratu z dziesięcioleciem 45–55, odrzuca tradycyjną formę. Młoda poezja woli aluzyjność niż łopatologiczną komunikatywność, odrzuca panegiryki i hasłowość. Charakteryzując twórczość, za najbardziej warszawskiego uważa Sławomira Kryskę, ceni rozdwojonego – Bolka, Śliwonika. Bryll to wg niego pilny uczeń Jasieńskiego i Jesienina.

W 1 numerze „Współczesności” publikowali: Roman Śliwonik, A. Sawicki, W. Brański, W. Albiński, Z. Sawko, Z. J. Bolek, M. Zakrzewski. Autorami prozy (opowiadań) byli: Monika Kotowska, Andrzej Chaciński, Magda Leja, Eugeniusz Kabatc, Leszek Szymański. Ponadto były wiersze Jeana Cayrola i Francisa Jamesa w tłumaczeniu Mikołaja Bieszczadowskiego. Według Janusza Maciejewskiego …z ówczesnej „stopce” redakcyjnej przeważały nazwiska, z których nic nie pozostało. Opinia ta nie jest sprawiedliwa. Sformułowana ok. 1993 r. tj. w czasie edycji Słownika Literatury Polskiej XX wieku nie uwzględniała przewartościowań dokonywanych od początku lat 90. Na pewno wartość własnej twórczości udowodnili: Śliwonik, Bolek, Grochowiak, Iredyński czy Ośniałowski. Warto przypomnieć, że wiersz Śliwonika pt. Węgrom z datą 30 X 56, zdenerwował Gomułkę.

Wszystkiego nie opiszę, bo jest tego bardzo dużo! Lektura to przednia i obowiązkowa!

Wydanie: Biblioteka Poezji dzisiaj, Warszawa 2020/21